wtorek, 2 lutego 2016

KONKURS: Blog Miesiąca

Jak sama nazwa wskazuje, wzięłam udział w konkursie o najlepszy blog w danym miesiącu!
Jeśli masz chwile! 
A nawet dwie!
To zagłosuj na mój blog!

Czy to koniec Maleca?


SONDA:

SONDA

DZIĘKUJE ZA KAŻDY GŁOS!

wtorek, 8 grudnia 2015

Nowy blog:


Historia opowiada o 18-letniej dziewczynie o imieniu Kin (Kinga), która została wyznaczona do ważnej misji. Ma chronić szóstkę przyjaciół (Aleka, Jace'a, Clary, Isabelle, Maksa i Simona) przed czyhającym złem. Kinna od dziecka była wychowana przez Magnusa Bane’a, który odnalazł ją w ciemnej ulicy Brooklynu, gdy nocny łowca próbował ją zgwałcić. Przez to dziewczyna nienawidzi blondynów i dotyku, jedyną osobą, która może ją dotknąć jest jej przybrany ojciec. Nigdy nie poznała swojej rodziny. Mieszkała w sierocińcu.  Dziewczyna-anielica ma w sobie krew czarownika (dla ułatwienia zadania), lecz nie nosi na sobie żadnych znaków Lilith. Potrafi swoją anielską moc przekształcić na demoniczną, aby była jeszcze bardziej skuteczna.  Kin będzie próbowała się zaprzyjaźnić z mieszkańcami instytutu, nie będzie to łatwe zadanie, zwłaszcza że oni już nie potrafią nikomu zaufać. Isabelle będzie robiła wszystko, aby chronić swojego ośmioletniego brata Maksa. W ostatniej chwili Sebastian wyzwolił się ze szponów demona i uratował chłopca. Jego demoniczna natura niestety wzięła górę i musiał uciekać. Clary po spotkaniu Kin będzie jeszcze bardziej bała się o Jace'a przez to, że Kin może jej go odebrać. Alek stracił sens życia, bez Magnusa był nikim… Dzięki anielicy odnajdzie szansę na normalne życie? Czy zapomni o Magnusie i zacznie życie przy boku kobiety? A może zakocha się w Kin, która nieświadomie będzie go do tego prowokowała?
Czy Magnus powiedział Alekowi o Kin, jej córce?
Czy Kin wiedziała o związku Magnusa i Aleka?
Czy Malec przetrwa?
A może powstanie nowy związek? Aleka i Kin?
Czy Kin ma jakikolwiek związek z Sebastianem?
Tego wszystkie dowiecie się już wkrótce…

poniedziałek, 30 listopada 2015

Epilog

Dedykuje ten ostatni rozdział Sandrze, która ma dziś urodziny <3
Dużo szczęścia kochana <3 :D
==================================
Wojna się skończyła. Zginęło wiele podziemnych tak jak nocnych łowców. Każdy płakał nad stratą bliskiej osobowy. Agnes nie była wyjątkiem. Szlochała nad śmiercią swoje najlepszego przyjaciela, parabatai. Przez mgłę pamiętała jego pogrzeb. Wszystko widziała przez łzy. Nie widziała sensu życia. Zaczęła się w sobie zamykać. Nie wychodziła  z pokoju, nie jadła, nie piła. Patrzyła się tępo w przestrzeń. Przyjaciele byli bezradni. Zwłaszcza Stefano, który cierpiał bo nie mógł pomóc ukochanej.  Czasem siedziała w jej pokoju i patrzył na nią bezsilnie. Jej oczy były puste. Dawno zieleń zniknęła. Nastała szarość. Umierała.
Isabella Haus jako jedyna z mieszkańców czuła powód do radości. Była w ciąży z swoich chłopakiem. Nikt nie wiedział o ich sekrecie.  Nawet jej ukochany brat. Nikt nie zauważył zmienienia jej wizerunku. Przestała nosić obcisłe ubrania, które podkreślało jej sylwetkę, tylko luźne koszule i spodnie od dresu. Gdy była w 6 miesiącu ciąży dopiero powiedziała o tym rodzicom. Strasznie bała się ich reakcji.
-Ale ty jesteś niepełnoletnia!- zagrzmiał jej ojciec.
Ścisnęła dłoń Gabriela. Serce podeszła jej do gardła.
-Dziecko urodzi się za 3 miesiące moje urodziny są niecały miesiąc więc będę pełnoletnia- Ojciec całkiem zapomniał o urodzinach córki.
-No dobra- westchnął.
-Jak już tak rozmawiamy- wtrącił się Gabriel- Chciałem spytać czy da nam pan błogosławieństwo…?
-A mam wybór? Właśnie się dowiedziałem, że moja córka jest w ciąży i ty jesteś ojcem. Więc… No dobra ale ja będą ją prowadził do ołtarza.
-Tak jest sir!- zasalutował.
-Idźcie zaraz Sophie wszystko powiem- machnął ręką.
Sophie Haus gotowała obiad dla całej rodziny. Była szczęśliwa bo miała do przekazania wspaniałą nowinę. Do kuchni wszedł jej mąż. Objął ją w pasie i odwrócił. Pocałował ją namiętnie.
-Za co to?- spytała niby zaskoczona.
-Mam dla ciebie nowinę.
-Jaką?
-Nasz kochana córeczka jest w ciąży- zaskoczona przyszła matka rozszerzyła oczy- Kochanie coś się stało?- spytał  z troską.
Sophie położyła rękę na brzuchu. Wzrok Hausa powędrował w tą samą stronę.
-Czy ty…- szepnął.
-Tak…
-To wspaniale!- krzyknął.
Przytulił Sophie i obrócił wokół własnej osi.
-Kacper już! Spokojnie!- zaśmiała się
-A no tak. Teraz będzie nie wychodziła z łóżka przez 9 miesięcy!
-O nie! Nie mam tak łatwo.  
Nałożenie run miłość przez Izzy i Gabriela odbędzie za 2 miesiące. Chcieli najpierw się przyzwyczaić do nowego członka rodziny, które wnieśli do instytutu. Szczęśliwy brat uściskał siostrę i parabatai. Alex złożył im życzenia. Nawet koty, które już podrosły miakneły radośnie.
  Rodzice też byli szczęśliwy. Brakowało im tylko Agnes, która siedziała zamknięta w pokoju.
-Może wreszcie powiedzieć jak nazwaliście chłopczyka?- spytał się dociekliwa matka.
-No właśnie!- krzyknął Alex.
-Simon- wszyscy zamarli- Na część naszego przyjaciela.
Ominęła wszystkich i ruszyła  do przyjaciółki trzymając dzieciątko. Gdy trzymała pierwszy raz Simonka poczuła na sobie matczynej miłości. Gabriel, Stefan, Alex skierowali się za dziewczyną. Ruszyła głową aby ktoś jej otworzył.  Stefan otworzył drzwi i przepuścił siostrę. Siostra z niemowlęciem  usiadła na łóżku. Alex uśmiechnął się smutno. Agnes półleżała na łóżku wpatrując się w przestrzeń.
-Agnes- zaczęła niepewnie Izzy- Przywitaj się z… Simonem.
Niepewnie oddała dziecko przyjaciółce, która wyciągnęła dłonie. Dziewczyna spojrzała na dziecko. Czwórka pilnowała dziecka gdyby dziewczyna miała zaraz je puścić. Lecz stało się coś niespodziewanego. Uśmiechnęła się i zaczęła się bawić paluszkami Simona.  Simon zaśmiał się i próbował złapać palec.
-Agnes?
-Jak słodziak- stwierdziła.
Zaczęła robić głupie miny przez bardziej rozśmieszała Simona. Stefanowi kamień spadł z serca. Nastała pomiędzy nimi cisza, słychać tylko śmiech dziecka. Oddała dziecko Izzy zrobiła zaskoczona minę.
-Przepraszam- szepnęła.
Stefan objął w pasie pozwalając wypłakać się.
-Agnes nic się nie stało- szepnął Alex.
-Stało się przez śmierć… Simona zapomniałam o Bożym świecie. Obwiniłam się o śmierć mojego parabatai.  A jeszcze do tego zaniedbałam was- Stefan pocałował dziewczynę włosy.
-Nic się nie stało- powiedział Gabriel wraz Izzy.
-Chyba mały musi coś zjeść- o zmiance o jedzeniu Agnes zaburczał brzuch- Ha! Agnes też- powiedział z dumną Alex.
-A ty niby skąd wiesz?- spytała zaciekawiona Izzy.
-Byłem archaniołem. Potrafię czytać myślach.
-No dobra! Chodźmy muszę coś zjeść a konkretnie naleśniki- reszta wybuchnęła śmiechem- No co lubię naleśniki.
Położyła nogi na posadzce. Zrobiła krok i zaczęła tracić równowagę. Stefan poderwał się i złapał Agnes.
-Dzięki. Ale dam sobie radę.
-Właśnie widzę- mruknął- Cicho bądź.
-Idiota.
-Twój.
-Ble!- Alex przewrócił oczami- Przez was nie będę musiał używać syropu klonowego.
Parę lat później  
Mały Simon rósł na silnego nocnego Łowce tak jak jego kuzyneczka  Kalia. Była od niego młodsza tylko dwa lata  lecz była traktowana przez równy z równym.  Odkąd zaczęli mówić obiecali sobie, że zostaną parabatai.
Agnes odnalazła szczęście przy boku Stefano, który w każdej chwili dawaj jej miłość. Co więcej jej potrzebne? Nie zapomniała o Simonie, który od czasu do czasu odwiedza ją w śnie. Wtedy opowiada  mu co się dzieje na ziemi.  Był uradowany gdy jego przyjaciółka nazwa swojego pierwszego synka jego imieniem. Nikt o tym nie wie. Jest to jej mała tajemnica.
A co tam u Alexa?
Alex znalazł sobie dziewczynę, która Agnes przypomina Norę. Czasem zastanawia się czy to nie ona. Któż to wie? Dla dziewczyny ważne było, że jej były Anioł Stróż był uszczęśliwiony.  A zapomniałam wspomnieć, że dziewczyna zwie się Tessa. Tessa Wundt. Pochodzi ze starej zapomnianej przez połowę nocnych łowców ród. 
Co mam powiedzieć? Moja przygoda się skończyła. Dużo cierpiałam, płakałam. Ale po co rozdrapywać stare rany? Liczy się teraźniejszość.
Kocham Stefana a on kocha mnie i naszą kochaną córeczką, która nie będzie sama. Sophie jest przeszczęśliwa bo ma swoje dzieci i jeszcze wnuki, które uwielbia pilnować. Instytut nigdy nie był taki pełny. A doliczmy do tego Alexa i Tesse, którzy chcą mieć piątkę dzieci, zwariowane prawda?   
Wracając. Myślę, że jestem na dobre drodze do szczęśliwego zakończenia.

                                                Całuje was Agnes Haus dawniej Vilamiri. <3   

piątek, 27 listopada 2015

Bardzo łatwo jest stracić wszystko, co uważało się za dane na zawsze

Kochani muszę wam powiedzieć, ze to jest przed ostatni rozdział.  Mam nadzieje, że skomentujecie go jak należy :P xD
=====================================
Czy ja umarłam?
Takie pytanie nawiedziło Agnes gdy otworzyła oczy i ujrzała biały pokój.  Leżała na brzuchu, obróciła się na plecy i wstała. Miała dalej czarną sukienkę, która była lepka od krwi.
Czyja to krew?
Gdzie ja jestem do cholery?
Obróciła się wokół osi.  Ruszyła na północ, miała nadzieje, że dotrze do drzwi lub jakieś ściany.  Raz szła, raz biegła. A nieskończoność  śmiało się z niej. Prychnęła wkurzona i usiadła. Próbowała sobie przypomnieć zdarzenia z minionego wieczora. Nie wiedziała, czy jest kolejny dzień bądź tydzień.  Chciała krzyknąć lecz z jej ust wychodziło żadne słowo.
Ja chyba umarłam. No pięknie.
***

Stefan przytulał martwe ciało dziewczyny do siebie. Nie docierało do niego, że Agnes umarła. To nie może być prawda!- krzyczał do siebie.
-Stefan musi jej zabrać ciało. Ciszy Bracia muszą ją pochować- szepnął Gabriel.
-Nie możecie zabrać jej ciało. Została przelana krew więc ona leży do Nas- powiedziała dumnie królowa.
-Nie może pani!- warknął Simon.
-Jedno z was musi zostać jeśli chcecie zabrać ją- wskazała na Agnes- Ale nie wiem po co wam to. Ona i tak już nie żyje. Jest martwa i zimna.
-Ale..- zaczęła Izzy.
-Lepiej stąd idźcie bo moja straż zrobi z was porządek.
-Królowa ja zostanę- wyszła z cienia Nora.
Czuja się winna. Zabiła niewinną dziewczyną. Simon ją nienawidził nie miała już nikogo. Zerknęła na Simona mając nadzieje, że sprzeciwi się temu lecz ten patrzył na Stefana ze smutkiem.
-Straże brać ją- machnęła ręką- A wy. Jesteście wolni.
                                               ***
Instytut zbliżał się do nich za szybko. Stefan szedł z tyłu patrząc jak Simon niesie.  Gabriel przytulał Izzy szepcząc coś jej do ucha. Ona jedynie kiwała głową i wycierała łzy. Straciła jedyną przyjaciółkę. Kopnął kamyk, który przeleciał przez całą ulicę prosto w śmietnik.
-Stefan?
-Co?- burknął, nie miał żadnej ochoty z nikim rozmawiać.
-Powiesz wszystko tacie i mamie?
-Dobra. Simon.
-Słucham?- spytał nie odwracając się.
-Zanieś ją do pokoju- z ledwością wypowiedział te słowa- Spakuj od razu jej rzeczy.
-Po co?- spytał zaskoczony.
-Po śmierci każdego nocny łowcy-zaczął tłumaczyć Gabriel- pakuje się i pali ubrania aby rodzina zmarłego mogła szybciej zapomnieć o bliskim.
-To straszne.- powiedział po dłuższej chwili.
-Trochę- stwierdziła Izzy.
Stefan wyprzedził wszystkich bo miał dosyć tej rozmowy. Skierował się od gabinetu ojca i bez pukania wszedł do pokoju. Ojciec jak zwykle przeglądał papiery i wraz ze swoją nową narzeczoną. Już za dwa tygodnie miała mieć wstąpienie i nałożenie run miłości. Chłopak pozazdrościł ojcu. Znalazł miłość swojego życia, a on? Został sam. Nie udało mu się uratować kogoś na kim mu zależało.

Kochać to niszczyć, a być kochanym, to zostać zniszczonym.
Teraz zrozumiał ten cytat aż za bardzo.
Miłość go zniszczyła.
-Dobrze, że jesteś. Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość.
-Ojcze…
-Agnes…
-Ojcze…
-Nie jestem twoją siostrą. W wolnym  czasie poszperałem ze swojej młodości to był tylko przypadek i termin Simona o wstąpienie został przeniesiony na jutro.
-Ojcze…
-Tak?- spytał wesoły.
-Agnes… nie żyje.
-Co?!- poderwała się Sophie.
Stefan opowiedział co się wydarzyło . Zaszkliły się mu oczy gdy opowiedziana przez niego historia dobiegała końca.
-Zaraz.. zawiadomię cichy braci. Idź się przebrać, wykąpać. Pogrzeb będzie dzisiaj nie warto zwlekać.- westchnął i przeczesał włosy.
Sophie podeszła do syna i przytuliła go. Pozwalając mu się wypłakać. Zdała sobie sprawę jaki ból czuł chłopak sama raz straciła kogoś bliskiego. Głaskała go po plecach szepcząc kłamstwa. Wszystko będzie dobrze… Zapomnisz… To mi nie.
                                                    ***
Leżała na plecach i patrzyła w białą przestrzeń, która nie miała końca.
Nie mogę tak bez czynnie siedzieć.
-No właśnie nie możesz- poderwała się gwałtownie szukając nadawcy.
-Alex?- zdołała wypowiedzieć.
-We własnej osobie- stanął przed nią normalny chłopak.
Alex był średniej wielkości.  Posiadał brązowe włosy i oczy, która troskliwie na nią patrzyły. Ubrany w białe spodnie i koszulkę. Niczego nie rozumiała. Nigdy nie widziała Alexa w żywej postaci.
-Zaskoczona?- kiwnęła głową nie mogąc wypowiedzieć żadnego słowa.- Za nim pogadamy zmieni ci ubrania- strzelił palcami.
Czarna obcisła sukienka zmieniła się w śnieżnobiałą koszule i spodnie. Szpilki Izzy zmieniły się wygodne trampki. Kiwnęła w podziękowaniu.
-To na samym początku zadam ci pytanie. Jak ci się podobam?
-Wyglądasz…
-Nieziemsko?
-Jak chcesz.- wzruszyła ramionami.
-A gdzie moje maniery!- znów strzelił palcami.
Przed nimi pojawiła się kanapa i stolik. Chłopak usiadł i poklepał miejsce obok siebie. Niechętnie usiadła koło niego.
-To gdzie ja jestem?- spytała.
-A to dobre pytanie.
                                          ***
STEFAN
Stefan skierował się do pokoju.  Wziął czyste ubrania skierował do łazienki. Ściągnął brudne ubrania i wrzucił do kosza. Odkręcił korek puszczając gorącą wodę. Przyziemnemu woda mogła uszkodzić skórę do 3 stopnia lecz chłopakowi to nie przeszkadzało.   Cieszył się z tego, że czuł ból.  Wiedział chociaż, że po części żyje. Tyle jego.  Wyszorował się porządnie chcą zmyć z siebie dzisiejszy dzień. Westchnął. Zakręcił korek i sięgnął po ręcznik, który  leżał na półce. Wytarł staranie ciało, nie będąc przy tym  delikatnym. Ubrał białe ubrania i skierował się do salonu .
ISABELLA
Wygoniła Simona i Gabriela. Zajęła się przyjaciółką. Ściągnęła jej zakrwawioną sukienkę, którą wrzuciła do kosza.  Zauważyła, że rana zadana przez Mery była zamknięta. Jakby nikt dziewczyny nie ruszył. Zaskoczona Izzy zakryła dłonią usta. Lecz szybko się opamiętała. Podniosła ciało dziewczyny i skierowała do łazienki gdzie ją umyła i przebrała w białe rzeczy. Ubraną i wykąpaną dziewczynę ułożyła na łóżku. Przykryła kocem jakby wyglądało, że zasnęła… na zawsze.
Dalej nie mogła zrozumieć czemu rana, która zadała Mery nie była na klatce przyjaciółki.  Wzruszyła leniwie ramionami i skierowała się do pokoju do przygotowania się do pogrzebu.
GABRIEL
Wszedł do pokoju i od razu skierował się  półki gdzie leżała szkatułka z narkotykiem. Wyciągnął łyżeczkę i nabrał narkotyku i wsypał. Zawsze miał przygotowaną szklankę nigdy nie było wiadomo kiedy będzie potrzebował fin ein.  Mieszał aż woda zmieniła się na kolor fioletowy. Wypił napój dwoma łykami. Wytarł dłonią usta i skierował się do łazienki. Musiał się przygotować do pogrzebu.  Za nim pójdzie do łazienki chciał zajść do parabatai zapytać jak się czuje lecz nie musiał.
AGNES
-Nie rozumiem- spojrzała w brązowe oczy Alexa i ujrzała Stefana, zamrugała kilkakrotnie dopóki obraz chłopaka nie zniknął z oczu Anioła stróża.
-Ja też.
-Ale ty pomocny.
-Żartowałem. Jesteśmy w twojej głowie.
-Fajnie chcę się wydostać i wrócić do świata żywych.
-To nie takie proste. Najpierw musze ci wszystko wytłumaczyć    a potem będziesz walczyć.
-Walczyć?- spytała z przerażeniem.
-Agnes- spojrzał na nią poważnie- Ten dzień już nadszedł. Jutro wojska Mery ruszą na Alicante.
-Ale nocni łowcy nie dadzą sobie rady sami!
-Wiem! Jak myślisz co robiłem przez te wszystkie dni gdy się nie odzywałem?
-Werbowałeś każdego przyziemnego?
-Brawo. 10 punktów dla Agnes.
-Udało ci się?
-Tak z pomocą czarowników przenosimy każdego wilkołaka, wampira, faire i inne stworzenia na pola Alicante.
-A konsul wie?
-Tak musiałem mu powiedzieć. Jak myślisz to nie było podejrzane, że podziemny nagle stanęli na polach Idrysu?
-A dzieci? Przecież nie mogą walczyć!
-Wszystkie dzieci i osoby starsze, które nie mogą walczyć zostaną zaraz przeniesione do wszystkich instytutów.
-Wszystko zapięte na ostatni guzik.- kiwnął radośnie głową.
-A starczy broni?!
-Agnes spokojnie. Żelazne siostry i czarownice pracują dzień i noc aby wyrabiać miecze dla nocnych łowców i przyziemnych.
-Alex ja muszę walczyć!
-I będziesz! Zrozum to, że gdy się obudzisz ja będę już zwykłym chłopakiem a ty anielicą. Mogę dalej cie chronić ale nie będzie to skuteczne jak wcześniej.
-A..jak ją mam zabić?
                                                          ***  
WŁAŚCICIEL INSTYTUTU.
Ciszy Bracia weszli na korytarz. Po Hausie przeszedł nieprzyjemny  dreszcz.  Z cichymi braćmi miał złe wspomnienia.
Gdzie jest dziewczyna?
-Eliaszu zaprowadzę was- kiwnęli głowami i ruszyli za właścicielem instytutu .
Gdy byli przed drzwiami dziewczyny ściągnęli kaptury. Właściciel przemknął głośno ślinę.  Widok zaszytych ust i oczu był okropny.
Proszę nas zostawić samych. Musimy narysować na ciele runy, który zwykły nocny łowca nie powinien widzieć.
-Dobrze- odsunął się robiąc miejsce dla  4 cichych braci.
Weszli zostawiając  samego Kacpra, który bił się ze swoimi myślami.
ISABELLA
Ubrana w długa, białą suknie powędrowała do salonu gdzie zastała wszystkich. Stefana patrzący w jakiś punkt głaszcząc kota, który wskoczył mu na kolana. Simona leżącego z kotem na karku. Gabriela, który bawił się z dwójką kociaków. Uniosły się jej kąciku ust. Podeszła do chłopaka i usiadła zabierając po drodze parę kociaków. Swoją małą wojnę rozpoczęli na ubraniach nocnych łowców. Westchnęła. Oparła się o Gabriela, który objął w talii. Spojrzała smutno na Stefana i Simona. Stracili osobę, która była dla nich bardzo ważna. Simon przyjaciółkę. Stefan siostrę.
-Muszę wam coś powiedzieć- przerwał ciszę Stefan.
-Słuchamy- powiedziała parabatai.
-Agnes nie była moją siostrą zaszła pomyłka.
Izzy wytrzeszczyła oczy. Powinna skakać z radości z tej nowiny, która zmieniła całe życie brata ale był mały problem.
CISZY BRACIA
Stanęli przed łóżkiem dziewczyny, która wyglądała jakby spała.
Matanie.
Wyciągnął stele i skierował swoją dłoń na ramie dziewczyny lecz jakaś siła go odepchnęła przez co Matan uderzył głową o szafę, kaptur spadł mu na głowę zakrywając twarz rannego.
Eliaszu co to może być?- spytał Ranell.
Wydaje mi się, że dziewczyna nie umarła tylko czeka.
Więc co robimy Eliaszu…?
Zabierzcie Matana do powozu ja odpowiem na pytania właściciela.
Ranell i Zachariasz zabrali Matana z pokoju dziewczyny do powozu. Eliasz przyjrzał się z bliska dziewczynie. Nagle Agnes złapała gwałtownie powietrzne i uniosła powieki. Widząc cichego brata wydała z siebie przeraźliwy krzyk.
AGNES
-Wszystko w swoim czasie.
-Aleksie nie męcz już dziewczyny- przed nimi pojawił się anioł  Razjel.
Agnes wiele razy widziała obrazy Razjela ale żaden nie uchwycił piękno anioła.  Miał delikatne rysi, kręcone włosy i duże potężne skrzydła.
-Wybacz Razjelu- ukłonił się Aleks.
-Witaj Agnes- mogła tylko kiwnąć głową- Anioły od dłuższego czasu chciały cie spotkać.
-Ale my tu jesteśmy sami.
-Mylisz się- uśmiechnął się- Oni tu są ale ty ich nie widzisz.
-Aha.- wydusiła.
- Znasz swoją misje Agnes?
-Mam zabić Mery.
-To nie do końca twój cel.
-A coś jest jeszcze?
-Naturalnie. Masz uratować pewnego chłopaka.
-Jak on się zwie Razjelu?
-Stefan Haus znasz go bardzo dobrze-zaczerwieniła się.
-Jak go mam uratować Razjelu?
-Pragnę abyś przebiła serce siostry tym mieczem- podał dziewczynę miecz, który wydawał się jej ciężki lecz okazał się letki jak piórko- I krwią siostry na mieczu przebiła serce chłopaka, które wypali truciznę.
-Razjelu czemu zależy ci na uratowaniu zwykłego chłopaka?- Dziewczyna była szczęśliwa bo mogła uratować swojego ukochanego.
-W chłopcu płynie anielska krew tłumiona przez demona, jeśli wypali się trucizna płynąca w Stefanie, demon zginie raz na zawsze.
Agnes spojrzała na miecz, który trzymała w dłoniach. Nagle na ostrzu pojawiły się słowa.
Bardzo łatwo jest stracić wszystko, co uważało się za dane na zawsze
-Nie rozumiem- powiedziała.
-Już wkrótce zrozumiesz- powiedział smutno.
Poczuła ostry ból w klatce piersiowej. Straciła równowagę i uderzyła tyłem głowy o posadzce.
                                          ***
STEFAN
Usłyszał przeraźliwy krzyk. Bez zastanowienia rzucił kota i pobiegł do pokoju Agnes. Odepchnął cichego brata i złapał dziewczynę za ramiona, która cały czas krzyczała.
-Agnes spokojnie to ja!- złapała oddech i spojrzała na Stefana.
Ciężar spad mu z serca.  Miał ochotę ją pocałować, przytulić i ukryć przed światem, którą ją skrzywdził.
-Stefan..- przytuliła się do niego.
Wdychała zapach, który prawie został przez nią zapomniany.
-Agnes ty żyjesz…- szepnął i pocałował ją we włosy – Ty żyjesz ty naprawdę żyjesz.
-Stefan boże ja cię kocham- wydusiła w końcu.
-To dobrze, bo nie jesteśmy rodzeństwem- odsunęła się od niego.
-Naprawdę! Właśnie dowiedziałem- uśmiechnęła się szeroko.
Stefan przyciąga do siebie Agnes. Ich usta spotykają się i rozpoczynają namiętną chwilę.
-Przepraszam, że wam przeszkadzam ale też chcę się przywitać- odsunęli się od siebie niechętnie.
-Izzy, Gabriel- przytuliła do siebie przyjaciółkę, przybiła piątkę z Gabriel.
-Gdzie Simon?- spytała szukając wzrokiem chłopaka.
-Był w salonie…
-Tu jestem- do pokoju wszedł nieszczęśliwy Simon.
-Cześć.
-Cześć . Możemy porozmawiać na osobności?
-Oczywiście- spojrzała na niego zaskoczona.
-Stefan, Gabriel chodźmy powiedzieć rodzicom.
-Dobra- trójka wyszła z pokoju.
-Co się stało?
-Chciałem ci przeprosić. Za pocałunek, Norę i w ogóle.
-Simon nic ci się nie stało. Ale wybacz nie mogę cie kochać bo moje serce należy do kogoś innego.
-Wiem- odpowiedział smutno- Nie mógłbym być dziewczyną, która cały czas narzeka.
-No wiesz co- wybuchnęła śmiechem.
-Zostaniesz moim parabatai? Kurde nie ma jeszcze znaków.
-Jasne- uśmiechnęła się.-Ale najpierw nałożę ci znaki.
Podał jej stele. Chwyciła ją pewnie . Simon ściągnął koszulkę.  Czubkiem steli narysowała podstawowe znaki każdego nocnego łowcy. A końcu na piersi po prawej stronie runę parabatai. Zamrugał kilkakrotnie.
-Co się stało? – spytała zaniepokojona.
-Nie nic. Chyba. Daj mi stele-oddała mu narzędzie i wskazała gdzie rysować. Na ramieniu bo akurat było miejsce na jaki kol wiek znak . Kiwnęła głową. Schował  stele i ubrał koszulkę.
Kurde ale ze mnie idiotka on nie ma w sobie krwi anioła mógł umrzeć. Ale jego mama była nocnym łowcą wiem miał krew anioła. Uf… Agnes myśl czasem  do cholery jasnej!
Do pokoju wbiegła Izzy.
-Musimy natychmiast opuścić instytut Idrys jest  atakowany.
Zerwali się gwałtownie, Agnes obróciła się i zabrała z łóżka miecz, która dostała od Razjela.
W salonie było dużo dzieci od 2-15 lat.
-Agnes dobrze, że jesteś- przytuliła mnie Sophie.-Nie możemy ich ogarnąć.
-Słuchajcie mnie wszyscy!-  wrzasnęła , wszystkie oczy skierowały się na mnie.- Każdy kto nie ma 18 lat idzie teraz z Izzy- pokazała ręką na przyjaciółkę- Zaprowadzi was do pokoi. Macie nie wychodzić z instytutu dopóki ktoś z nas przyjdzie albo jakiś rodzić. Rozumiecie?- kiwnęli głową.
Izzy machnęła ręką.  Ponad 200 dzieciaków ruszyło na brunetką.
-Agnes witam- przed nią pojawił się Magnus.
-Witaj Magnusie. Dużo tych dzieci.
-Będzie coraz więcej- spojrzał na tłum dzieci, które powoli wychodziły z Sali.
-Wiadomo ile?
 -Nie wiadomo. Każde każdy młody nocny łowca do wieku 18 został przysłany do najbliższego instytutu.  Tutaj jest to część. Razem z Ragnorem musieliśmy powiększać pokoje i dostawiać łóżka.
-Agnes podejdź tu- machnął ręką Haus.
Ścisnęła mocniej miecz i skierowała się do właściciela. Koło niego stali mieszkańcy domu.
-Skąd masz ten miecz?
-Dostałam od…
-Agnes!- odwróciła  się i zobaczyła Aleksa, która wybiegł do salonu.
-Aleks! Gdzie byłeś ty tępy baranie?!
-Właśnie zostałem zrzucony przez Razjela na koniec Brooklynu, taki jego żarcik. I tak mnie witasz.
-Sorry.
-Kto jest?- warknął  wkurzony Stefan.
-Alex mój anioł stróż w człowieczej postaci.
-Teraz nie mamy czasu na pogaduchy. Magnus kiedy portal będzie otwarty?
-Teraz- puścił oczko właścicielowi.
-Już jestem- dobiegła do nich Izzy- Marek, Darek i Jarek będą przyprowadzali dzieciaków gdy przyjdą do instytutu.
-Dobra wchodzimy! Prędko! Magnus? Idziesz z nami?- kiwnął głową.
Stefan złapał za rękę Agnes i wbiegli do portalu a za nim Alex oraz Magnus.
Alicante zmieniła się od pobytu Agnes. Wszędzie biegali nocni łowcy, którzy podawali broń przyziemny. Matko prowadziły dzieci do portalu. A nastolatki, które uparły się szły na bitwę.  Cieszyła się z dużego światła, które dawały lampy w stolicy.
Po doradzę rysowali sobie runy wszyscy oprócz Magnusa i Agnes.
-Ładny mieczyk- powiedział Magnus gdy zbliżali się do pól Idrysu.
-Dziękuje. Dostałam od…
-Agnes!- zawołał ją Stefan
-Do jasnej cholery- warknęła.
-Masz- podał jej kilka sztyletów.
-Agnes!
Jeśli raz ktoś powie moje imię to go zabije!.
-Słucham?- warknęła.
-Rozwiń skrzydła i zobacz co się dzieje na górze.
-Jak niby?
-Pomyśl.
Zamknęła oczy. Chcę skrzydła. Chcę skrzydła. Chcę skrzydła. Otworzyła oczy i ujrzała za sobą parę skrzydeł. Machnęła nimi. Uśmiechnęła się. Alex kiwnął górę. Poderwała się i pięła się coraz bliżej.
-Co widzisz?- spytała Gabriel.
-Przyziemni się zbierają. Jest ich coraz więcej.
Bardzo dobrze widziała jak dzieci księżyca z człowieka zmienią się w wilka. Wampiry wysuwają kły. Faire zasiadają na konie wraz z nocnymi łowcami.
-Agnes gdy zobaczysz Mery. Nie atakuj od razu tylko poczekaj aż część demonów zginie. Gdy będzie blisko siebie utworzy się krąg. Jeden na jeden. Masz tylko jedno podejście.
-Wiem- podleciała do Stefana.
-Kocham cie mój aniołku.
- Kocham mój diabełku- parsknął.
-Uważaj na siebie.
-A ty się nie daj zabić bo ja cię zabije.
-Pędem! Znajdzie jakie wolne konie!
-Panie Hausie na wilkołakach można jechać chociaż przez chwilę. Będą mogli nocny łowcy zrównać się  z wampirami i faire…!- krzyknęła Agnes gdy była na górze.
-Dobra! Powiem to konsulowi.
    Agnes wzrokiem objęła całe pole. Demony zaczęły się gromadzić z jednej strony. Próbowała odnaleźć swoją złą bliźniaczkę gdy ją zobaczyła. Miała na sobie czarne ubrania, które koloryzowały się z skrzydłami.  Uśmiechnęła się. Machnęła ręką zachęcająco. Walkę czas zacząć.
Demon ruszyły na przyziemnych i Nelfin. Uniosła miecz i zaczęła atakować latające demony. Zorientowała się, że czarownicy tacy jak Magnus lub Ragnor stali z tyłu trzymając uniesione  dłonie.  Wampiry i wilkołaki wystartowali pierwsi (bo byli najszybsi). Faire, które było na koniach wraz z nocnymi łowcami wystartowała jako drugie. A ci nelfinie, który byli pieszo biegli jako ostatni. Chronili tyłów.
Przecięła demona na pół. Była coraz bliżej Mery. Serce dudniło jej w pierwsi jakby miało zaraz wyskoczyć. Szukała swoich przyjaciół wzrokiem lecz widziała tylko rozmazane postacie.
AGNES SKUP SIĘ.
Kolejny demon padł.  I tak co kilka chwil padały kolejne. Boski miecz Razjela dawał radę.
-Witaj siostrzyczko- usłyszała za sobą głos Mery.
Tak jak mówił Aleks. Świat stanął w miejscu. Została tylko one.  Mery i Agnes.
-Witaj Mery- warknęła.
Nakazała sobie spokój. Jeden fałszywy ruch i byłoby po niej.
-Jestem strasznie zawiedziona- wyciągnęła miecz, który lśnił magią demonów.
Świetnie ona też dostała miecz! No pięknie. Na Razjela.
-Niby czym?- spytała obserwując każdy jej ruch.
-Że nie zrobiłaś kaput!
-Mi nie jest przykro z tego powodu.
-A powinno bo zaraz cię zabije- zachichotała.
Mery rzuciła się na Agnes.
MAGNUS.
-Jak  za dobrych czasów- jego przyjaciel  próbował przekrzyczeć harmider.
-Powiedzmy!
-Jak przeżyjemy  to pobiegnę nago przez najbardziej ruchliwą ulice w Nowym Yorku.
-Co ty pierdzielisz?!- spytał Magnus, trzymając w ręce górze.
Kolejne demony padły u nóg czarodziei. Magnus Bane’a starał się pomagać każdemu kto akurat tej pomocy potrzebował. Nigdy się tak nie bał nawet za czasów Valentine i Sebastiana.
-Zawsze chciałem to zrobić ale nigdy nie miałem okazji!
AGNES.
Została przykuta to magicznej ściany. Próbowała odepchnąć miecz, który ciążył jej na obojczyku.
-Mówiłam ci wiele razy, że z tobą wygram. Nie widzisz? Moje wojska pokonają twoje. - przycisnęła miecz bliżej gardła Agnes.
Jęknęła z bólu. Mery była na wygranej pozycji. Nagle przypomniało sobie dziewczyna ze dostała kilka sztyletów. Gdyby tak…
 Puściła jedną ręką miecz Mery i skierowała ręce do kieszeni gdzie wyciągnęła sztylet. Mery uśmiechnęła się i przejechała mieczem po szyi Agnes. Krew z rany ciurkiem poleciała po koszulkę. Dziewczyna rzuciła sztyletem prosto w brzuch bliźniaczki. Zaskoczona upuściła swój miecz i opadła na kolona. Agnes dopadła się swoje anielskiego miecz i wybiła bez zastanowienia czubek w samo serce.
-To nie możliwe— szepnęła.
Bariera  roztrzaskała się na kawałki. Dziewczyna w ostatniej chwili zdążyła odbić się i podlecieć do góry. Ciało Mery upadło z  trzaskiem na ziemie.
Odszukała wzrokiem Stefana, który walczył z dwoma demonami naraz.  Wyciągnęła sztylety i rzuciła na jednego.  Demon z wrzaskiem opadł na ziemie. Zaskoczony drugi spojrzał na padniętego. Przez tą chwilę nie uwagi Stefan zabił drugie. Agnes podleciała i bez słowa objęła Stefana ,i zabrała go z pola walki. Zaskoczony patrzył na wszystko  z góry. Zrzuciła go na ziemie. Przez co opadł na plecy.
-Agnes co ty robisz?- szepnął.
-Nie ruszaj się. Chcę cie uratować- wbiła zakrwawiony miecz prosto w serce chłopaka.
Zdążył powiedzieć „Au”  zanim. Z rany zaczęła tryskać czarna jak smoła krew. Chłopak zaczął sie rzucać jak opętany. Wysunęła miecz i czekała na skutki. Czarna krew dotknęła trawy, która od razu spaliła. Nagle przestał sie szamotać. Wyciągnęła z jego spodni stele i narysowała iratze.
-Stefan- objęła jego twarz dłoni- Proszę  odezwij się.
Jego klatka zaczęła się lekko unosić i opadać. Otworzył jedną powiekę a potem drugą.
-Agnes- pocałowała go w usta.- Co.. się stało? Czemu czuje się taki letki?
Dziewczyna w wielkim skrócie opowiedziała co się wydarzyło gdy wszyscy myśleli, że jest martwa.
-Agnes, Stefan!- odwrócili się i zobaczyli biegnący do niech Gabriela, Aleksa i Izzy.
-Gdzie Simon?
-On nie żyje.
-Co?! To nie możliwie przecież bym to wyczuła- spojrzała na znak parabatai, który był wyblakły.
-Tak mi przykro- szepnął Stefan.
-Simon-szepnęła przez gorzkie łzy.

Nagle przed jej oczami ukazała się ciemność…

środa, 25 listopada 2015

To nasz koniec


Wykąpana i uczesana, ubrała na siebie ulubione spodnie. Były to zwykłe rurki z wyprzedaży ale i  tak je uwielbiała.  Bez pukania wpadła Izzy (jakże by inaczej). Hausów nie nauczono pukać?? Po jej rudych włosach zostało tylko wspomnienie, teraz miała krukoczarne. Pasował jej ten kolor. Trzymała w ręku dwie sukienki. Jedna była ciemnozielona z głębokim dekoltem a druga czarna o wiele mniejszym wycięciem. Na plecach (jakże by inaczej) wielkie serce, które było dość spore.

-Która?!- powiedziała zniecierpliwiona.

-Druga- wskazała najmniejsze wyzywającą .

Isabella usiadła koło przyjaciółki. Bez słowa ściągnęła sukienkę, która miała właśnie na sobie (obcisłą czarną) i włożyła tą co poleciła jej przyjaciółka.

-Ty tak idziesz ubrana?!- spytała, gdy ubrała na siebie sukienkę

-No?- spojrzała na nią tępo

-Nie możesz być ubrana jak przyziemna-Agnes przewróciła oczami.

-Nie masz, żadnej sukienki?

-Mam tylko dwie. Jedną z zakończenia roku szkolnego a drugą w niebieską ale ona jest na mnie za mała- jak połowa jej sukienek.

Przez treningi, która Agnes ma codziennie. Nabrała mięśni i dużo podrosła. Dzięki czemu doganiała Izzy. Przyjaciółka przewróciła oczami. Podała jej sukienkę, która na sobie.

-Ubierz to!- dziewczyna spojrzała chcąc nie chcąc na ubranie, które miała w rękach.

-No nie wiem…- nie była do końca przekonana.

-Nie marudź- rzuciła jej spojrzenie „ Ze mną się nie dyskutuje, kochanie”

-Dobra!- powiedziała niechętnie.

Wzięła sukienkę i ruszyła do łazienki.  Ściągnęła swoje ulubione spodnie, koszulkę i ubrała sukienkę Izzy, która strasznie opinała jej ciało.  Nie mogła  w niej oddychać.  Jedyny plus był tej sukienki, że wydawała się wyższa.  Zrobiła wysoką kitkę i wyszła. Izzy zagwizdała z uznaniem.

-Pożyczę ci moje czarne szpilki- Agnes miała się już odezwać ale Izzy nie odpuściła- Będzie miała miejsce na sztylety. Czasem zachowujesz się jak przyziemna- gani ją.

-Bo od niedawna tak to było.

-Musisz jakoś wyglądać przy Stefanie- palnęła Izzy.

-Rodzina musi jakoś wyglądać- powiedziała bez krzty emocji.

-Wybacz- szepnęła Izzy.

                                                 * * *

Nora siedziała w swoim pokoju czekając na wiadomość od Merlina.  Stukała palcami o brodę. Mijały sekundy, minuty.. a nawet godziny

-No ile można!- warknęła.

Poszła do łazienki wzięła gorący prysznic. Dokładnie umyła włosy i wysuszyła suszarką. Wytarła ciało i owinęła się ręcznik wokół ciała. Wyszła z łazienki i dostała gęsią skórkę.

-Ładnie ci byłoby bez tego ręcznika- dziewczyna obróciła się gwałtownie.

W ostatniej chwili złapała ręcznik, który zaczął jej suwać z ciała. Podany uniósł jedną brew.

-Ile miałam czekać?- warknęła.

Kurczowo trzymała ręcznik. Chłopak oblizał spierzchnięte usta.

-Na królową zawsze trzeba czekać- wypowiedział znaną mu formułkę.

-Nie ważne- przewróciła oczami-  To królowa się zgadza? Ma wobec mnie dług.

-Tak ale pod jednym warunkiem.

-Jakim?- spytała podejrzliwe.

-Chcę ofiarą się najpierw zabawić-uśmiechnął się tajemniczą.

-Umowa stoi- właśnie podpisała kontrakt z diabłem.

                                          * * *

-Mamy wszystko?- spytała Agnes.

-Nie… Brakuje nam jeszcze kilka sztyletów. Musimy iść do zbrojowni- powiedziała niechętnie Izzy.

Dziewczynę zaskoczył ton głosu przyjaciółki.  Później zrozumiała dlaczego. Przemierzały mroczne korytarze pod światłem, wydobywającego się z kamienia Izzy. Nagle Izzy zamarła i zasłoniła ręką.

-Co się stało?!- spytała wystraszona Agnes.

-Zapomniałam użyć swoich perfum…- dziewczyna przewróciła oczami.-Zaraz wracam.

Pobiegła zabierając ze sobą magiczne światło. Agnes westchnęła i weszła do zbrojowni. Skierowała się po sztylety. Przez półmrok nie zauważyła Stefana.

-Już zostałem ci obojętny?- zaskoczona dziewczyna obróciła się przez co strącił kilka noży.

Jeden z nich podrażnił jej rękę. Stefan niezauważalnie westchnął. Złapał Agnes za nadgarstek, nie opierała gdy wyciągnął stele i narysował runę leczącą. Skupiona była na jego oczach przepełnionych smutkiem, samotnością.

-Dziękuje- powiedziała gdy rana zagoiła się.

-Proszę. Może porozmawiamy?- spytał, zbliżając się do dziewczyny.

-Stefany my nie mamy o czym- cofnęła się o krok, blat zatarasował jej dalszą ucieczkę.

Przeklęła w duchu. Nie miała gdzie uciec. Wszędzie chłopak mógł ją złapać.

-Nie mamy?- zaśmiał się bez krzty wesołości-Niedawno się dowiedziałem, że dziewczynę, która kocham jest moją siostrą.  Nie mam prawa robić rzeczy co chcą inni chłopcy gdy na ciebie patrzą. Mogę tylko patrzeć jak umawiasz się z innym, chodzicie na randki, zakochujecie a ja umieram. Umieram powoli krwawiąc.

Złapał ją za nadgarstki zmuszając do zmniejszenia odległość. Stykali się nosa. Serce zaczęło jej szybciej bić. Wpatrzeni byli w siebie jakby widzieli siebie po raz pierwszy. Czuła ciepło bijące od chłopaka. Miała ochotę jeszcze bardziej zmniejszyć i pocałować zapominając o bożym świecie.  Łzy rozmazały jej obrazy. Przytuliła się do chłopaka, chowając  głowę w jego ramieniu. Objął silnymi ramionami. Poczuła się bezpiecznie. Do jej nozdrzy dotarł znajomy zapach perfum uśmiechnęła się przez łzy. Czuła jak chłopakowi zaczęło bić szybciej serce.

-Agnes wzięłaś już… Chyba w czymś przeszkodziłam- Izzy strzeliła buraka, rodzeństwo odsunęło się od siebie.

Dziewczyna wytarła łzy. Wzięła najbliższe sztylety  i sensor. Wzięła głęboki oddech i wyszła zbrojowni zostawiając rodzeństwo same. Po chwili Stefan odezwał się z naganą w głosie do siostry.

-Wcześniej się nie dało?- burknął.

-Wybacz- szepnęła zawstydzona – Gabriel powiedział, ze musimy już wychodzić.

-Dobra!- zabrał z ściany dwa długie miecze i parę sztyletów.

-Jesteś na mnie zły?- spytała gdy ściągnęła łuk wraz z strzałami.

-Nie, szczęśliwy. Nie zadawaj głupich pytań.- warknął.

                                            * * *

Agnes w drodze do wyjścia nakładała na siebie broń.  Gdy miała wychodzić przed instytut zawołała ją Nora.

-Agnes kochanie!- zaćwierkotała Nora. 

-Co?- burknęła.

-Masz kilka wolnych noży?- zaczęła swoją grę.

-Jasne, masz- podała jej dwa noże gdzie nie miała włożyć.

-Jesteś może spragniona?- spytała wyciągając butelkę z wodą.

-Trochę, dziękuje- woda inaczej smakowała lecz Agnes nie narzekała.

Nora uśmiechnęła się chytrze. Plan A został zrealizowany . Czas na plan B. Dziewczyna oddała butelkę i wyszła z Instytutu, po drodze zabrała jakąś skórzaną kurtkę, która wisiała na wieszaku. Gabriel wraz z Simonem wyjechali  z garażu.  Rodzeństwo wyszło z instytutu. Stefan przelotnie zerknął na dziewczynę w swojej kurtce. Zakuło go serce lecz nic nie powiedziała . Wraz z siostrą usiadł na tyle z Simonen i Norą.  Agnes usiadła jako ostatnia naprzodzie. To było jej miejsce. Każdy o tym wiedział.

-Gdzie konkretnie się wybieramy?- spytała ciekawa Agnes.

-Do parku a dokładnie nad stawek.- wytłumaczył jej Gabriel.

-Nie rozumiem- powiedziała jednocześnie z Simonem.

Spojrzała na niego w lusterku lecz szybko odwróciła wzrok. Zielonooki odpalił samochód i ruszył w ciemność…



* * *

-Widzieliście może tatę albo mamę?- spytała Izzy resztę rodzeństwa.

-Nie- mruknął- Znając życie są zajęci migdalenia do siebie.  Złapali wymówkę, że idziemy do pandemium. Nienawidzę tego klubu. Zawsze tam śmierdzi.

-Bo winny więcej czasu spędzać ze swoimi dziećmi.- stwierdziła Agnes wpatrzona w ciemny las

-Zwłaszcza, że moją trójkę dzieci.- tymi słowami Stefan zakończył rozmowę wszystkich.

                                                     * * *

Wszyscy stanęli przed stawkiem.  Zaskoczona Agnes patrzyła z zaciekawieniem na Izzy, która weszła do stawka i stanęła po środku nim. Księżyc dziwnie dziewczynie zamigotał. Nagle rozległ się huk i czarno włosa zniknęła.  Z strachu opatuliła się kurtką.

-Co… się stało?

-Nie ważne. Chodźmy zaraz księżyc się przesunie- burknął Stefan.

Agnes niechętnie weszła do lodowatej. Po dziewczynie przeszedł nieprzyjemny gest gdy Stefan dotknął jej nagiej skóry na plecach, zmuszając do przyspieszania kroku.

-Weź głęboki oddech- szepnął jej do ucha.

Poczuła nerwowe szarpnięcie okolicach pępka. Żałowała, że nie posłuchała Stefana. Gdy spadała ciemność myślała, że umiera.  Nagle przed sobą zobaczyła  Alexa, która był wkurzony. Cały jej nastrój jakby za pomocą guzika został zmieniony z przestraszony na wesoły.

-No co tam?- zachichotała.

-Ty idiotko- stwierdził.

-Dziękuje. Śliczny jesteś- posłała mu całusa.

-Brałaś coś?

-Bierz mnie tygrysie- machnęła ręką i wybuchnęła śmiechem.

-Nie chcę się bawić w kazirodztwo- bańka mydlana pękła.

Dziewczyna zamrugała powieki. Zrozumiała, że leży w czyich ramionach. Spojrzała w brązowe tęczówki. Nie zdawała sobie sprawy, że Nora daje jej magiczny napój. Nie chętnie odsunęła się od chłopaka i rozejrzała się po komnacie. 

-Gdzie my jesteśmy?- spytała.

-Z jednej z komnat królowej.- wytłumaczył jej Gabriel.

-Czemu wy jesteście suszy a ja mokra?- spojrzała na sukienkę, która lepiła się do jej ciała.

-Po drodze do komnat mogli się wysuszyć. Siadaj- wskazał jej krzesło.-A teraz powiedz nam co brałaś?- ściągnęła kurtce, która zaczęła ważyć z tonę.

-Nic. Myślałam, że wy też… Widziałam Alexa… Nie rozumiem… Piłam tylko wodę…

-Bredzisz- Nora uśmiechnęła się- Za dużo wody to nie zdrowo.

-Trzeba jej runę lecząca narysować- stwierdził Simon- Ja to zrobię.

-Ja to zrobię- Stefan wyciągnął stele i narysował runę leczącą.

Simon zacisnął pięści.  Zdawał sobie, że walka z nim to nie będzie najlepsze rozwiązanie. Zwłaszcza, że jest jeszcze przyziemnym. Znaki ma dostać dopiero za tygodnie. Okaże się czy się na daje wypijając z kielicha.

-No gdzie ta królowa…?- spytała wkurzona Izzy- Chcę jeszcze iść na imprezę.

-Beze mnie?- spytał   oburzony Gabriel.

Izzy przewróciła oczami.

-Stefan powiedział, że wszyscy poszliśmy do pandemium. Zapomnieliście?- pokręcili wszyscy głowami.

Agnes zrobiło się chłodno. Wyciągnęła stele i na nodze narysowała runę rozgrzewającą. Od razu poczuła ulgę,  niestety nie na długo. Nora spojrzała z ukosa na dziewczynę. Strasznie się cieszyła, że eliksir zaczął działać.

-Wybaczcie Nocni łowcy, ze musieliście czekać ale musiałam załatwić pewne sprawy- spojrzała na Norę, która niezauważalnie kiwnęła głową.

-Królowo czekanie na ciebie było samą przyjemnością.- Stefan podszedł do niej i ukłonił się.

-To ty jesteś chłopak demon- Agnes widziała, że napiął mięśnie.

-Tak o pani. To ja jestem chłopak demon.

-Wspaniale. Wróci na miejsce- wyprostował się i wrócił na swoje miejsce.

-Co chcesz od nas ?- palnęła Agnes.

Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni.

-Co to zachowanie!- zganiła ją- Podejdź tu.

Sztywnym krokiem podeszła do królowej. Dziewczyna rozumiała dlaczego wszyscy nazywają królestwo jasny dworem. Każda rzecz wokół nocnych łowców była jasna, aż raziło w oczy.

-Słucham- nie wierzyła własnych uszom.

Pyskowała do ważnej osobie w sojuszu. Ale ona nie kontrolowała swoim ciałem, to coś nim kontrolowała a dokładnie eliksir.

-Jak cie zwą?- królowa usiadła na łóżku, pełny półnagich mężczyzn.

-Agnes Vilamiri, królowo- warknęła.

-Czemu jesteś tak na mnie złowrogo nastawiona, moje dziecko?- Agnes wybuchnęła śmiechem.

Para przyjaciół patrzyła na Agnes z przerażeniem. Nigdy nie widzieli takie zachowania. Jedynie Stefan miał takie ataki.

-Jesteśmy jednością- znów zaśmiała się bez krzty wesołości.

Pokręciła głową wokół własnej osi i spojrzała złowrogo na królową. Straż stanęła w wyczekiwaniu. Przez Agnes przemówiła Mery. Nora wystraszona zatkała sobie usta.  To nie tak to miała być!! Po jej zielonych oczach zostało tylko wspomnienia miała czarne jak noc.

-Nędzni nocni łowcy. Myślą, że mogą mnie pokonać!- przewróciła oczami- Mnie? Demony wygrają a wy- splunęła w stronę królowej, kobieta o długich białych włosach zatrzymała straż, która ruszyła do ataku- Nie potrzebne robaki zginięcie w piekle wraz z wampirami, wilkołakami, czarownikami oraz nocnymi łowcami.

-Grozisz nam?- podniosła się z tronu.

-Głucha jesteś?- warknęła.

-Agnes nie!- z transu wzbudził się Stefan .

-Milcz! Bezużyteczny pasożycie.  Miałeś zginąć gdy mój ojczym przyjdzie lecz twoja ukochana Agnes cie uchroniła pocałunkiem anioła. Jakie to słodkie lecz wkrótce zdechniesz.- wyciągnęła miecz z pochwy i skierowała na klatkę- A teraz twoja dziewczyna pożegna się życiem. Powiedz papa Agnes- wbiła ostry koniec miecz w samo serce.

-Agnes!- chłopak podbiegł do ukochanej.- Błagam cię nie umieraj.

Isabella schowała się w ramieniu Gabriela.  Simon podbiegł do Agnes, która leżała w kałuży krwi.

-To nie tak miało być!- krzyknęła Nora.

-Nie rozumiem. Powiedziałaś, że chcesz zabić Agnes więc proszę. Jej siostra bliźniaczka ją zabiła. – Simon odwrócił głowę w stronę Nory, był wściekły.

-Co?- wstał i skierował się do dziewczyny, która spuściła głowę- Czemu chciałaś,  że Agnes zginęła?!- warknął- Odpowiadaj albo cie zabije.

-Nie możesz mnie zabić.- jęknęła- Jesteś nocnym łowcom, podniesienie ręki…

-Zamknij się!- ryknął.

-Simon… ja cię… kocham… proszę daj mi drugą szansę!

-Nigdy.- powrócił do przyjaciółki.- Nic się nie da zrobić?

-Ona… nie żyje…- Stefan przytulił do siebie martwe ciało dziewczyny.- Agnes nie żyje.
-Co to dla nas znaczy?- spytała Izzy.
Odpowiedziała jej królowa:
-Mery wygrywa.




HALO, HALO!

KOMENTUJ XD MOŻE TO OŻYWI AGNES? SZKODA MI STEFANA ;-; NORA TO AVADE KEDAVRE POWINNA DOSTAĆ :D Wybaczcie, że teraz dodaje ale nowy Windows 10 nie chcę mi załadować strony WIĘC NIE MIAŁAM JAK WSTAWIĆ! NOSZ KURDEN.